akata.meow

jeszcze dobrze nie wiem, co tutaj robię.

 

10358266_736059626455022_975150763_n

d0958106ed7211e28b3822000a9f15fd_7

Advertisements

Obrazek

mirrors

Granatowy wieczór trwał, ciemna linia horyzontu rysowała się przed nimi i oddalała na tyle samo kroków, ile stawiali w jej kierunku. Szli przed siebie we dwoje, ubrani w jesienne płaszcze, obwiązani chustami i szalami. Było sucho i ciepło, wiatr otulał ich twarze i delikatnie mierzwił włosy, tej samej długości u obojga. Złapali się za ręce i szli dalej. Milcząc. Mogli mówić dużo, więcej, niż mieli na to czasu, ale mimo to, żadne z nich nie wydobyło z siebie ani słowa. Może nie było o czym mówić, może szkoda było się odzywać, skoro potrafili odczytywać nawzajem swoje myśli. Znali się na wylot, od A do Ż. Od samego początku do samego końca, który całkowicie określała chwila obecna. Za moment mieli się pożegnać, ale niczego to nie zmieniło. Słychać było tylko cichy szelest suchych liści, niewyraźny stukot butów, czasem głuche szurnięcie, czasem głębsze oddechy, szybki krok przechodnia, szum samochodu. Każdy dźwięk rozkosznie przeszywał niemą ciszę, która była tak miłą dla ucha. Czas idealny. To ten czas, kiedy wiesz, że wszystko jest dobrze, teraz jesteś tu, ale masz dokąd wracać. Jeszcze się zobaczymy. Skrzyżowanie. Stanęli. Zbliżyli do siebie identyczne twarze, rozerwali uścisk takich samych dłoni, chwycili się za te same policzki. Pocałunek lustrzanych odbić. Potem każde poszło w swoją stronę, w tę samą stronę, po której różniły ich tylko kierunki.